*Uwaga, dzisiejszy wpis zawiera materiały, które niektórzy mogą uznać za gorszące!*
Dziś krótki poradnik dla palaczy, którzy postanowili wyjechać do Australii. Po pierwsze - nie palcie papierosów! Są niezdrowe, to raz. A co gorsza, tutaj również kosmicznie drogie. Z naszego wywiadu udało nam się ustalić, iż te najtańsze można zakupić w oszałamiająco niskiej cenie 13$! Natomiast za Marlboro na przykład, zapłacimy już 25$... O ile paczka papierosów dziennie w warunkach polskich to koszt około 360zł miesięcznie, o tyle takie samo tempo palenia w Australii będzie was kosztować... 2250zł miesięcznie! I tutaj chwila refleksji dla wszystkich palaczy: jest sens palić?
A jakby to was dalej nie przekonywało, to australijski rząd zadbał o to, byście nie mieli ochoty kupować papierosów. Palić pewnie dalej będziecie mieć ochotę, ale będzie to doświadczenie trochę mniej przyjemne. Dlaczego? Dlatego że tutaj nie cackają się z hasłami typu "Palenie powoduje raka", "Palenie szkodzi kobietom w ciąży", bla bla bla. Tutaj poszli o krok dalej! Uwaga, panie o słabych nerwach proszone są o zamknięcie oczu.
Dziś krótki poradnik dla palaczy, którzy postanowili wyjechać do Australii. Po pierwsze - nie palcie papierosów! Są niezdrowe, to raz. A co gorsza, tutaj również kosmicznie drogie. Z naszego wywiadu udało nam się ustalić, iż te najtańsze można zakupić w oszałamiająco niskiej cenie 13$! Natomiast za Marlboro na przykład, zapłacimy już 25$... O ile paczka papierosów dziennie w warunkach polskich to koszt około 360zł miesięcznie, o tyle takie samo tempo palenia w Australii będzie was kosztować... 2250zł miesięcznie! I tutaj chwila refleksji dla wszystkich palaczy: jest sens palić?
A jakby to was dalej nie przekonywało, to australijski rząd zadbał o to, byście nie mieli ochoty kupować papierosów. Palić pewnie dalej będziecie mieć ochotę, ale będzie to doświadczenie trochę mniej przyjemne. Dlaczego? Dlatego że tutaj nie cackają się z hasłami typu "Palenie powoduje raka", "Palenie szkodzi kobietom w ciąży", bla bla bla. Tutaj poszli o krok dalej! Uwaga, panie o słabych nerwach proszone są o zamknięcie oczu.
.
.
.
.
.
.
.
.
Tak jest, właśnie tak wygląda paczka papierosów. Powyżej nasz faworyt - gangrena. Można zakupić również paczki z innym dizajnem! Do wyboru: martwe noworodki, spalone płuca oraz wiele wiele innych. Podobno najbardziej znośne są te, z wielkim okiem na środku, coś co przestrzega o problemach zdrowiem (nie wiedziałam, że palenie szkodzi na oczy...). Niektórzy idąc do sklepu proszą sprzedawce o podanie całej szuflady z papierosami i szukają najmniej odrzucającego opakowania. Jak widać nie ma tutaj widocznego logo firmy, a to, co widzimy na dole, czyli JPS, to właśnie marka papierosów. Marlboro, Pall Malle, wszystkie wyglądają tak samo, tylko mały druczek na dole informuje nas o tym, co właśnie palimy. Też sprytne zagranie, dzięki temu ludzie nie dają się skusić znanemu logo bądź renomowanej marce. Na ulicach nie widać żadnych reklam wyrobów tytoniowych, zapewne w telewizji też ich nie ma. Mało tego, nie można tutaj kupić slimów, ponieważ to powoduje wzrost odsetek palaczy wśród kobiet. Podobno sporo ludzi unika nieprzyjemności związanych z wyglądem paczki poprzez kupowanie papierośnicy. Aaaale sprytne dziewczynki z Polski znalazły lepszy sposób. Oto jak przeprojektowałyśmy paczkę papierosów naszego kolegi ze szkoły:
Prawda, że od razu milej? Karteczki samoprzylepne w kształcie serduszka dostępne w każdym OfficeWorks'ie za jedyne 50c!
A co poza tym, wczoraj wreszcie udało nam się uchwycić w pełnej krasie, czym się charakteryzuje weekendowa stylówa na imprezę. Drogie panie, szykujcie się - oby ten trend nie wszedł wkrótce do Polski ;)
Jak widać obowiązkowym elementem tutaj jest krótka sukienka/spódnica, ledwo zakrywająca pośladki, oraz szpilki z koturną o łącznej wysokości 20cm. Tutaj tego nie widać, ale kolejnym niezbędnym elementem jest dekolt odsłaniający 1/3 piersi (w zasadzie chodzi o to, by nie było widać sutków). I uwaga, nieważne jest, czy jesteś gruba, chuda, anorektyczna lub wręcz tłusta. Ten strój jest dobry dla każdego!
A tak na poważnie - to nie jest przypadkowe zdjęcie szalonej grupy dziewczyn. Tutaj naprawdę, KAŻDA lokalna dziewczyna tak się ubiera na imprezę. Sukienki są nieprzyzwoicie krótkie, dekolty szokująco wielkie. Dziewczyny starają się pokazać jak najwięcej. I prawdę powiedziawszy rzadko która ma przeciętną, normalną figurę. Tutaj dziewczyny są raczej przy kości. Wiele z nich nawet puszyste. Mimo to rozbierają się do granic możliwości i pokazują swoje kształty. Szpilek niższych niż 15cm się po prostu nie nosi.
No cóż, o gustach się nie mówi, pewnie wielu osobom się to podoba, pewnie wielu powie, że to dobrze, gdy dziewczyna się nie wstydzi swojego ciała (pewnie że dobrze! Ale jeszcze lepiej gdy się go nie wstydzi i umiejętnie podkreśli atuty, które posiada, maskując pewne niedoskonałości, zamiast eksponować je na wielkim bilboardzie z neonowym napisem "Hej! Popatrz jaki mam cellulit!"). My jednak nie zostałyśmy porwane przez lokalną modę i chodzimy na wieczornego drinka w dżinsach.
I jeszcze krótkie pytanie, gdzie się bawić w Sydney? Zależy co kto lubi! Na przykład, jeżeli jesteś fanem/fanką picia na umór i tłumu naćpanych ludzi, koniecznie wybierz się na King's Cross! Wczoraj tam wylądowałyśmy, gdyż dostałyśmy propozycję pracy promotorek klubu, postanowiłyśmy spróbować. Dwie godziny spędziłyśmy obserwując życie nocne na ulicach King's Cross. Prawdą się okazało to, co mówili nam ludzie, gdy oglądałyśmy tam mieszkanie na początku pobytu w Sydney: że to dziwna dzielnica i o ile całe miasto jest bezpiecznie, tam jest imprezownia, naćpani ludzie i dziwne typy. Wiadomo, w Polsce normą jest, że przed imprezą robi się mały bifor, coś tam się wypije, poprawi humorek a potem gdzieś idzie. Tutaj ludzie idący NA imprezę (nie wracający z niej) byli pijani jak Messerschmitty, bynajmniej nie tylko panowie, panie również trzymały fason. Trudno to nawet opisać. Naprawdę specyficzne miejsce, specyficzni ludzie, na pewno można się tutaj dobrze bawić do rana, ale chyba ciężko się wpasować w ten klimat na trzeźwo. Co ciekawe, Australijski rząd bardzo silnie stara się przeciwdziałać nadmiernej alkoholizacji (oraz hazardowi, który tutaj jest bardzo powszechny, ale nie zakazany), jednak o tym napiszemy kiedy indziej. Równie mocną grupą na King's Cross są ludzie mocno upojeni ciężkimi specyfikami. Podaruję sobie barwny opis, uwierzcie na słowo.
A jeśli nie jesteś fanem takiej zabawy? Trzymaj się ścisłego centrum miasta, tak zwanego CBD. Tam również są dzikie tłumy ludzi, masa klubów, jest też nasz tani pub z drinkami za 4$, ale wszystko jest takie bardziej normalne. Jasne, wstawieni ludzie, ale nie nawaleni jak stodoła. Kluby mają bardziej stanowczych ochroniarzy, przesadnie pijani ludzie są wyprowadzani. Jest zabawa i wszystko co z nią związane, ale jakoś tak to wszystko nie razi, nie przeraża.











