Pogoda zmienia punkt widzenia! - od tego stwierdzenia należałoby zacząć ciąg dalszy opowiadań. Bo o ile w deszczowy i wietrzny czwartek nie byłyśmy w stanie uwierzyć, że Australia to raj na ziemi, o tyle kolejnego, słonecznego dnia zgodnie stwierdziłyśmy, że Sydney to jedno z najpiękniejszych miast jakie było nam dane kiedykolwiek zobaczyć. Przychylamy się do opinii pozostałych, że stolicy Nowej Południowej Walii nie da się porównać do żadnej innej aglomeracji. Centrum miasta tzw. city przypomina trochę Nowy Jork, zwłaszcza w nocy. North Sydney może kojarzyć się z Londynem, Bondi i Manly żyją własnym nadmorskich klimatem. Oprócz tego dużo tu zieleni - najbardziej znany Hyde Park położony jest w samym centrum miasta. Jednym słowem - każdy znajdzie tu coś dla siebie.Spacerując po mieście i zachwycając się jego urokami, postanowiłyśmy roznosić Resume (bo Australijczycy używają tylko tego sformułowania). Udało nam się zostawić kilkanaście sztuk, głównie w coffee shopach, restauracjach i sklepikach. Tam gdzie zastałyśmy managerów mówiono nam, że jest spora szansa, że już niebawem będą rekrutować nowych pracowników. Jesteśmy więc pełne nadziei, że uda nam się dorwać robotę w ciągu najbliższych dwóch tygodni.
Wczoraj zaczęłyśmy także poszukiwanie mieszkania. Hostel w którym mieszkamy jest przystępny, ale wiadomo, że marzy nam się nasze własne mieszkanko. Wydawać by się mogło, że spełnienie takiego marzenia to pikuś - płacisz, podpisujesz umowę i mieszkasz. Nic bardziej mylnego! Ponieważ w Sydney jest więcej chętnych niż mieszkań, aby wynająć upragnione cztery kąty trzeba przejść regularny casting. Agent musi być pewien, że to Ty jesteś idealnym i posiadającym wystarczające fundusze kandydatem do wynajęcia mieszkania. Póki co kolekcjonujemy wszystkie niezbędne dowody, aby wykazać swoją zajebistość - rezultaty opiszemy zapewne w kolejnym poście.
Oprócz tego po raz pierwszy piłyśmy australijskie piwo i trzeba przyznać, że nie jest złe.
Jedzenie? Nie jest tak drogo jak myślałyśmy. Po 17:00 można kupić za 5 AUD zestawy obiadowe, które nie wyprzedały się podczas lunchu.
No i pogoda...w Sydney zima trwa w najlepsze, Australijczycy noszą kożuchy i UGG. Zresztą nie ma się co dziwić - na zewnątrz temperatura spada do.....20 st C.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz