czwartek, 8 sierpnia 2013

Sydney raz!

Nowy dom!

Przesiadka do Quantasa zrobiła nam naprawdę dobrze. Jedzenie zjadliwe, fotele wygodne, alkohol do oporu. One more scotch on ice! No i przede wszystkim temperatura w której ludzie mogą normalnie funkcjonować.

Co dalej? Pociąg, taxi? To drugie ponoć około 60$, więc sprawdziłyśmy pociągi - 17$ na głowę, podziękujemy, pojedziemy taxi. Wybór okazał się trafny, bo takiego czegoś, to jeszcze nie było. Na dzień dobry Szilka na przednim siedzeniu wertuje 500-stronicową mapę, by pokazać taksówkarzowi gdzie chcemy jechać (miał GPSa, ale był tradycjonalistą), po odnalezieniu właściwego kwadracika na właściwej stronie, nasz szalony driver z Syrii pokiwał głową, przyjrzał się wnikliwie, po czym powiedział  "Ok!". Ku naszemu zaskoczeniu gdy zasłyszał naszą rozmowę zapytał "Are you from Poland?". Szok, niedowierzanie, setki pytań. W Europie ludzie nie wiedzą, że Polska istnieje, Australijczycy podobnie, a tu kierowca taksówki na drugim końcu świata sam tak wywnioskował. Skąd? Okazało się, że mieszkał w Moskwie i mówi biegle po rosyjsku, a wie, że w polskim języku jest dużo "szeleszczących" głosek. Kolejna niespodzianka - Ania do niego "My możem gawarić pa ruski", co on szybko podłapał i dziewczęta zaczęły wesołą konwersację po rosyjsku. Że gdzie my jesteśmy? Na drugim końcu świata i rozmawiamy z taksówkarzem po rosyjsku? Najbardziej zagubiona w tym wszystkim Szilka, bo ona nie gawari pa ruski i tylko łapie się za głowę.

Dojechałyśmy do naszych apartamentów, zainstalowałyśmy się iii... Poszłyśmy spać. Niestety, dzisiejszego dnia nie było nam dane poznać bliżej uroki Sydni. Szybka wycieczka do szkoły, zapisać się na zajęcia, wizyta w sklepie i cześśś, do domu, szukać pracy i mieszkania. Baaardzo nam przypadła do gustu aktualna okolica - Kirribilli. Będziemy dużo chodzić na nóżkach, zwłaszcza że bilet tygodniowy na metro to ok 50$.

Krótko - jeśli porównać Sydney do jakiegoś miasta, bliżej mu do Londynu niż do NY, chociaż ma sporo imponujących wieżowców. Harbour Bridge - wow! Opera - jeszcze bardziej. Aaaale to dopiero jutro, na spokojnie... Miasto nie wydaje się szczególnie skomplikowane, aczkolwiek jest ogromne. Na początku trochę może przerażać, zwłaszcza gdy się jest w naszym położeniu - mamy tu żyć, pracować i uczyć się przez najbliższe pół roku.

Wciąż nie spotkałyśmy pająków! Ach ta zima w Sydney.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz