Podróż trwa w najlepsze. Czym byłaby przerwa na lotnisku bez kawy w Macu? Tudzież zielonej herbaty z mlekiem sojowym, w przypadku Ani.
Słowem wstępu - po miesiącach planowań, knowań i badań, wyruszyłyśmy w, jak do tej pory, naszą podróż życia. Trzy młode dziewczęta, próbują dotrzeć samotnie na drugi koniec świata - na Antypody! Liczymy na to, że hasło z koszulki Wiewióry "The best is yet to come", okaże się w 100% trafione. Bo jak do tej pory, mamy za sobą morze wylanych łez, ciężkie pożegnania na lotnisku oraz podróż w latającej lodówce, jak to na fińskie linie przystało. A więc wymarznięte, zmęczone i mimo wszystko podekscytowane, czekamy na lot do naszego "final destination" - Sydni (bo podobno tak się to czyta).
Ps. Już w Helsinkach nie umknęli naszej uwadze dwaj przystojni Australijczycy (Szilki to w ogóle nie rusza!), czyżby to dobry znak? The best is yet to come...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz